Opublikowano:

Aleksandra Klimek-Lipnicka

Ola Klimek-Lipnicka. Fotografka z Krakowa.

Ujmuje bezpośredniością, skromnością i dziewczęcą urodą. Ola kocha robić zdjęcia. Podobnie ma jej mąż, Łukasz. Wspólnie prowadzą firmę Pixel Heart. Mają świetne pomysły na autentyczną fotografię rodzinną. Olę poznajemy, gdy jest w drugiej ciąży i właśnie stworzyła z mężem specjalną facebookową grupę wsparcia fotograficznego dla rodziców. Brzmi interesująco? To czytajcie dalej.

Ola, jak robić dobre zdjęcia dzieciom? Przecież ciągle się kręcą?

Myślę, że kluczem do sukcesu jest dobra znajomość swojego aparatu oraz cierpliwość. Jeśli poznamy choćby te najbardziej podstawowe prawidła fotografii, będziemy w stanie na przykład zrobić ostre zdjęcie naszej pociechy pędzącej radośnie przez plac zabaw. Cierpliwość jest równie ważna. Na pewno każdy rodzic zna sytuacje, w których jego dziecko jest skupione na jakiejś czynności. To są właśnie te chwile, w których powinniśmy wyjąć aparat i działać! Im częściej, tym lepiej, ponieważ wtedy dzieciaki oswoją się z robieniem zdjęć i będzie to dla nich naturalne oraz bezstresowe. Nasza grupa dla rodziców Zdjęciołek powstała właśnie po to, by rozwiązywać wszelkie problemy związane z fotografowaniem dzieci. Serdecznie do niej zapraszamy!

Czy fotografowanie jest trudne? Twoim zdaniem to ciężki zawód? Jaka była Twoja droga do dokonania tego wyboru?

Od dziecka miałam artystyczne ciągoty. Bardzo dużo rysowałam, śpiewałam, grałam na gitarze. Potem przyszło dorosłe życie i wybory dokonane nie do końca w zgodzie ze sobą. Miłością do fotografii zaraził mnie mój mąż Łukasz. To on mnie uczył, pokazywał zdjęcia najlepszych fotografów, kupował albumy i podręczniki. W końcu poczułam się na tyle pewnie, że otworzyłam własną firmę. Po narodzinach Tosi niemal całkowicie pochłonęła nas oboje fotografia rodzinna i to właśnie w tej dziedzinie najpełniej się obecnie realizujemy.

Czy fotografia to trudny zawód? Myślę, że nic, co przychodzi nam z łatwością nie daje tak dużej satysfakcji jak coś, co okupiliśmy czasem, pracą i wysiłkiem. W nasze sesje rodzinne postanowiliśmy wpleść klasyczny reportaż, który nie jest łatwą dziedziną fotografii. Wymaga maksymalnego skupienia, by w ułamku sekundy wybrać odpowiednie światło, kompozycję i uchwycić ciekawy moment. Po kilku godzinach zdjęć potrafimy być naprawdę zmęczeni! To zmęczenie ustępuje jednak miejsca ogromnej satysfakcji, a wręcz euforii, gdy po skończonej sesji wracamy do domu bogatsi o nowe znajomości, rozmowy i rodzicielskie wzruszenia. A kiedy „nasze” rodziny otwierają album i na nowo śmieją się w głos lub rozczulają, to chce nam się skakać z radości, bo wiemy, że będą mogli te chwile przeżywać wciąż na nowo.


Wiemy, że teraz najważniejszym projektem jest nowy członek rodziny, ale pewnie masz jakieś plany i marzenia na przyszłość? Podziel się. Podobno wypowiedzenie planów na głoś sprzyja ich realizacji?

Głowę mam naładowaną marzeniami. Które wybrać? Na pewno czymś, co ukształtowało się w bardziej konkretny plan jest fotograficzny projekt, który chciałabym zrealizować niekomercyjnie. Jako młodą mamę szczególnie oburzają mnie problemy, z jakimi muszą borykać się kobiety ciężarne, rodzące lub karmiące piersią. Z podziwem śledzę grupy na Fb, w których kobiety wspierają się np. w swojej decyzji o porodzie domowym. Jest to piękna idea, która być może w przyszłości zaowocuje dobrą opieką okołoporodową w warunkach domowych. Chciałabym mieć w nią swój skromny wkład, dokumentując dla tych mam przeżycie porodu.

Poza tym marzą mi się małe i duże podróże rodzinne. Uważam, że w żadnej książce nie zdołamy znaleźć takiej mądrości, którą daje poznawanie nowych miejsc, ludzi i zwyczajów. Mam wielką nadzieję, że moje córki zawsze będą chciały odkrywać świat z rodzicami.

Jak spędzasz wolny czas? Proszę powiedz, że masz odrobinę czasu dla samej siebie? Z doświadczenia wiemy, że młode matki często zapominają o swoich potrzebach i stawiają na pierwszym miejscu obowiązki domowe. Jak Ty sobie z tym radzisz?

Oczywiście staram się wykorzystywać każdą wolną chwilę. Jednocześnie jestem w takim momencie rozwoju zawodowego, że bardzo ekscytują mnie nowe wyzwania. Dlatego dużo czasu spędzam na oglądaniu i czytaniu wszystkiego, co rozwija mnie jako fotografkę. Daje mi to wiele satysfakcji i regularnie przypomina, że rola mamy nie jest jedyną w moim życiu. Poza tym, jako osoba niezwykle ekstrawertyczna, największe odprężenie odnajduję w przebywaniu z innymi ludźmi. Spotkania z przyjaciółmi pomagają mi odnaleźć równowagę i niesamowicie ładują baterie!

O Oli i Pixel Heart możecie poczytać na www.pixelheart.pl lub na Facebooku.

Opublikowano:

Karolina Gaca

Karolina Gaca

Kreatorka wnętrz z Krakowa. Założycielka pracowni Grupa Nono. Kociara, amatorka crossfitu i chleba na zakwasie. Znajomi mówię o niej: kobieta ambitna. Z powodzeniem łączy rozwój zawodowy z osobistym. Uwielbia szlachetne materiały we wnętrzach i jednocześnie niestraszny jej jest weekend w leśnej głuszy, w domku bez prądu i bieżącej wody. Ta historia jest dla nas szczególna, bo Karolina to nasza pierwsza fanka. To między innymi wpis Karoliny dodał nam skrzydeł i odwagi do dalszego działania.

Karolina, jak szybko wpadasz na pomysł na aranżację domu i mieszkania, tak aby właściciele czuli się w nim dobrze? To trochę chyba jak praca psychologa?

To prawda, projektowanie dla ludzi jest głównie oparte na analizie ich życia, marzeń i również problemów. Mam szczęście, że jestem raczej z tych „obserwujących”, więc dostrzeganie szczegółów idzie mi całkiem sprawnie. Bardzo lubię pierwsze spotkania z moimi klientami, już wtedy w mojej głowie powstaje koncepcja stylistyki. Zadaję mnóstwo pytań i po prostu słucham. Długie rozmowy z moimi klientami, to klucz do wymarzonej koncepcji wnętrza. Myślę, że bez szczegółowej analizy, projekt nadal może być ładny czy dobry, ale nie będzie spełniał oczekiwań klienta i to jest dla mnie katastrofa! We wnętrzach, spędzamy większą część swojego życia. W domu, w biurze, chodzimy do sklepu, do kina, na siłownię itd. Wygląd, ergonomia i funkcja tych przestrzeni jest nieodłącznym elementem naszego samopoczucia, które świadomie lub podświadomie wpływają na nas. A ja, po prostu lubię, gdy ludzie dobrze się czują!

Jak spędzasz wolny czas? Wiemy, że lubisz wymyślać nowe przepisy kulinarne, pieczesz chleb na zakwasie. Co jeszcze lubisz robić?

Tak, gotować uwielbiam, ale koniecznie dla kogoś! Ogromną frajdę sprawia mi organizacja spotkań z przyjaciółmi. Wtedy chętnie wymyślam nowe przepisy kulinarne. Lubię tez gotować w nocy, gdy wszyscy już śpią i kuchnię mam tylko dla siebie. Czasami śmieję się, że gdyby nie projektowanie wnętrz, to chciałabym prowadzić jakaś zaciszną agroturystykę, albo małą knajpę z kanapkami z chleba na zakwasie. Może kiedyś? Jest jeszcze sport, który pomaga mi rozładować codzienny stres i zresetować gonitwę myśli w głowie. A z nowości – marzę o toczeniu naczyń na kole garncarskim. Byłam już dwa razy na warsztatach – to jest ekstra!


Masz swoje tajemne sekrety na regenerację? Może jakiś ulubiony naturalny kosmetyk, taki typu „działa cuda w 5 minut” ?

Sen, sen i jeszcze raz sen! Niestety, jak jestem niewyspana, to żaden kosmetyk nie pomoże! Ale z kosmetyków też mam swoich ulubieńców. Choć moja kosmetyczka jest raczej skromna, to zawsze wyposażona w olej kokosowy. Mój ulubiony olej, nie tylko natłuszcza i nawilża skórę, ale również obłędnie pachnie. Takie smarowidło, to nie tylko zabieg dla ciała, ale również dla ducha. Polecam również połączenie oleju z mieloną kawą. Taki naturalny peeling przed wieczornym wyjściem, to gwarancja najgładszej skóry na imprezie!

Jak Ci się mieszka w Krakowie? Polecisz nam swoje ulubione miejsce? Takie poza turystycznym szlakiem?

Uwielbiam Kraków. To magiczne i przyjazne dla ludzi miasto. Bardzo odpowiada mi tutejsze tempo życia. Jest odrobinę wolniejsze niż wszędzie. Mój Mateusz – rodowity Warszawiak – śmieje się, że w Krakowie nawet samochody na światłach wolniej ruszają! Bliską mi dzielnicą jest Podgórze, lubię tutejszy park Bednarskiego. Na Podgórzu również, mam swoją pracownię.


Opublikowano:

Aga Zapora

Aga Zapora – PLANNERKA

Z wykształcenia grafik, z zamiłowania Plannerka. Żona i matka dwójki dzieci. Mieszkanka Warszawy. Piękna i uśmiechnięta kobieta.

Agnieszka zajmuje się planowaniem i realizacją celów dużych i małych. Mówi o sobie: „poskramiaczka codziennego harmonogramu”. Zaplanuje i zrealizuje wszystko, od sprzątania mieszkania po własny biznes. Prowadzi blog : www.plannerka.com. Jej samodyscyplina i umiejętność wdrażania nowych, skutecznych nawyków robią wrażenie. Wie jak z chaotycznych 2-3 dniowych planów przejść do planowania celów większych, strategicznych. Jak realizować marzenia. Agnieszka imponuje nam bardzo. Chcemy być jak Aga. Agi motto: Planowanie to dbanie o siebie i o to, co chcemy realizować.

Aga. Jak wygląda Twój dzień? Taki zwykły wtorek czy czwartek? Czy rzeczywiście każdy kwadrans masz zaplanowany?

Taki statystyczny dzień to pobudka o piątej. Wypijam szklankę wody, parzę kawę, i w tym czasie z zadowoleniem przyglądam się przyrodzie za oknem, latem wprost chłonę – przez duże okno. Mam wtedy dużo natchnień, więc od razu siadam do projektowania, pisania, nowych pomysłów.

Od 6.30 przygotowuję śniadanie, budzę dzieci, przygotowuję ich i siebie do wyjścia. W drodze do szkoły mówimy sobie, za co jesteśmy wdzięczni, i co sobie na dziś zamierzamy. Gdy wracam do domu – przez kilka minut ogarniam mieszkanie i potem siadam do pracy. Regularnie robię przerwy i nakazuję sobie wstanie od biurka. Wrzucam na przykład pranie, parzę herbatę, albo wychodzę na balkon i patrzę sobie na ludzi. Popołudnie jest dla dzieci, odrabiam z nimi lekcje i rozmawiam. Potem one zajmują się sobą, a ja przysiadam jeszcze na krótko do pracy i planuję następny dzień. Gdy z pracy wraca mój mąż – jemy obiad, idziemy na spacer, sprzątamy, przygotowujemy kolację. Kiedy dzieci zasypiają – czasem jeszcze projektuję, czasem czytam. Zazwyczaj o 21.00 zasypiam. Nie zawsze mam każdy kwadrans zaplanowany – ale dzieje się tak rzadko. Mam wtedy większy zamęt, działam mniej skutecznie, trudniej mi oszacować czy mogę się czegoś podjąć czy nie, trudniej mi wtedy zadbać o czas regeneracji. Dlatego nie przepadam za takimi dniami. Planowanie to nie „dopychanie” pracy. To dbanie o siebie.

Jak doszłaś do tego co chcesz w życiu robić? Kiedy poczułaś, że planowanie to Twój konik i że chcesz się tą wiedzą dzielić?

Jeżeli chodzi o formę funkcjonowania – własna firma – to trzy lata po studiach i po dwóch etatach wiedziałam, że chcę działać jako przedsiębiorca. Jeśli chodzi o Plannerkę – to po dziesięciu latach prowadzenia własnej firmy zadałam sobie kilka pytań o moje głębokie pragnienia i pasje, i postanowiłam zaplanować coś bardziej strategicznie. Miłość do planowania i projektowania arkuszy wypłynęła po zadaniu sobie kilku konkretnych pytań, o których zresztą piszę na blogu (http://www.plannerka.com/jak-odnalezc-cel-w-zyciu/). To była kwestia głębokiego wsłuchania się w siebie. Dla mnie to istota planowania. Dzielę się tą wiedzą, bo wiem, jak odmieniła moje życie, i wiem, jak długo sama się do tego dokopywałam.

Co robisz, gdy masz tylko czas dla siebie? Masz swoje ulubione metody na dbanie o swoją kondycję fizyczną i psychiczną? Co daje Ci siłę?

Czytam, rysuję, piszę. Planuję. Gram w tenisa. Dużo chodzę pieszo, ćwiczę raz-dwa razy w tygodniu. Piję dużo wody. Siłę daje mi praca o świcie. Dla mnie to forma medytacji – koncentracja, albo właśnie uwolnienie myśli, w absolutnej ciszy, gdy wszyscy jeszcze śpią. Potrzebuję w ten sposób wejść w codzienność.

Dużo daje mi odzew ludzi, dla których piszę, mówię. Sygnał, że w czymś pomogłam, do czegoś zainspirowałam, to bomba energetyczna. Wzmacnia mnie wsparcie przyjaciół, bliskich kobiet, męża, rodziny. Wymiana myśli i inspiracji z kimś, kto ma podobne myśli i troski. Uwielbiam pracować w podróży. I… bardzo ważna jest dla mnie przyroda, choć nie zdawałam sobie z tego sprawy wcześniej. Słuchanie jej i przyglądanie się, pracowanie „przy niej”.

Czy odpoczynek też da się zaplanować? Masz jakieś porady dla wiecznie zabieganych ?

Najważniejszym jest, żeby zaplanować czas na ten czas wolny. Że wtedy to jest na 100% czas tylko na nasze potrzeby i na to, czego nam się chce.

Wiecznie zabieganym chciałabym powiedzieć, że warto co jakiś czas zrobić przerwę, i w ramach zadbania o siebie, zadać sobie, w spokoju, kilka troskliwych pytań. Czy to, co robię, nadal sprawia mi radość? Co chcę robić za kilka lat? Za rok? Co chciałabym/chciałbym osiągnąć przez najbliższy kwartał? Miesiąc? Tydzień? Czy przypadkiem nie mam jakichś pragnień, które wciąż odkładam, bo… codzienność..?
Dbaj o siebie.

Aga. Cieszymy się, że Cię poznałyśmy.

Opublikowano:

Magdalena Wieczorek

Magdalena Wieczorek – Moon Lights Soy Candles

Zakochana w naturze entuzjastka zdrowego jedzenia i aromatoterapii. Celebruje zwykłe chwile. Wprowadza do swojego życia rytuały pomagające zachować równowagę. Mama dwójki małych dzieci, żona.

Magda, jak wygląda Twój dzień? Czym go rozpoczynasz a czym kończysz?

Mój codzienny dzień wygląda jak rollercoaster. Balansując między pracą zawodową, przedszkolem, morzem obowiązków i powinności często marzę o chwili dla siebie. Nauczyłam się ją znajdować o poranku. Wstaję o godzinie 5:00. Pomyślisz… wariatka! A ja przyznam, że jest to strategia bardzo przemyślana. Jestem mamą dwójki małych dzieci. Moja córka ma 4 lata a mój synek ma trochę więcej niż 1,5 roku. Dodatkowo pracuję na etacie. Gdybym nie poświęciła sobie czasu bardzo wcześnie rano, mogłoby się zdarzyć, że nie znalazłabym dla siebie ani chwilki w ciągu dnia. Moje popołudnie często wypełnione jest wieloma obowiązkami – odebranie córki z przedszkola, zakupy, zabawa z dziećmi, ugotowanie obiadu na kolejny dzień, zrobienie kolacji, posprzątanie kawałka domowej przestrzeni i inne… Dlatego najlepiej ćwiczy mi się z samego rana. I tak zaczynam każdy dzień – woda z cytryną, sesja jogi lub pilates, szczotkowanie ciała na sucho, prysznic, zrobienie koktajlu. Dzięki temu rytuałowi kocham swoje poranki!

Natomiast wieczory bywają różne. Raz w tygodniu (najczęściej w piątek) robię sobie domowe SPA. Gdy dzieci pójdą spać, zapalam świecę w intencji wdzięczności, radości i miłości. Wypełniam wannę przyjemnie ciepłą wodą, robię sobie maseczkę z glinki i… oddycham Myślę tylko o przyjemnych rzeczach. Taki czas tylko dla mnie jest bardzo ważny. Pozwala mi zachować dystans do codziennej bieganiny i zapobiec wyczerpaniu i przeciążeniu. Poza tym, wdychanie olejków eterycznych całkowicie mnie relaksuje i przenosi w inny wymiar.

Przed snem staram się medytować, albo chociaż kwadrans przeznaczyć na inspirującą lekturę. I obowiązkowo zapisuję w swoim plannerze, za co jestem tego dnia wdzięczna i co zrobiłam tego dnia dla siebie.

Opowiedz nam jak wpadłaś na pomysł robienia świec? Czy to trudny proces? Ciekawi nas jak łączysz zapachy do produkcji świec. I o co chodzi z rytuałami z nimi związanymi?

Odkąd pamiętam zgłębiałam tajniki samodzielnego przygotowywania kosmetyków. Bliska jest mi ajurwedyjska zasada: „Nie nakładaj na ciało niczego, czego nie możesz zjeść”. Dawniej były to maseczki z drożdży znalezionych w lodówce czy odżywka do włosów z jajka i olejku rycynowego. A później poszłam o krok dalej i zaczęłam łączyć ze sobą różne oleje i olejki eteryczne… Zawsze dobierałam olejki zgodnie z ich przeznaczeniem- inne, gdy chciałam zrobić sobie energetyzujący olejek do ciała a inne, gdy chciałam, żeby mnie wyciszył. I przy takim mieszaniu olejków wpadłam na pomysł, żeby zamykać je w słoiczkach i cieszyć się ich aromatem w zależności od sytuacji.

Proces produkcji świec nie jest skomplikowany. Trzeba być uważnym przy wkraplaniu poszczególnych olejków i cierpliwym przy studzeniu wosku. Mnie to bardzo relaksuje.

Po urodzeniu drugiego dziecka przez 24 godziny na dobę byłam tylko dla rodziny. Kompletnie zapomniałam o sobie. Po kilku miesiącach czułam się tym mocno wyczerpana. Uświadomiłam sobie wówczas, że muszę znaleźć czas dla siebie. Stworzyłam sobie swoje rytuały, które pomagają mi zadbać o siebie. Świece są do nich świetnym dodatkiem. Moment, kiedy zapalam świecę i w myślach powtarzam sobie jakąś intencję, jest momentem tylko dla mnie… I wie o tym cała moja rodzina.

Moją misją jest pomóc kobietom zadbać o czas dla siebie, wnieść światło i zapach w ich życie oraz pomóc zbudować trwałe poczucie szczęścia.

Zdjęcie: Magdalena Wieczorek

Co dla Ciebie znaczy dbać o siebie?

Zadbana kobieta to kobieta, która kocha siebie. Nie musi nosić tony makijażu, ubierać się modnie i jeść w wykwintnych restauracjach. To osoba, która zdrowo się odżywia, dużo się rusza, karmi myśli tym co pozytywne, regularnie robi badania lekarskie, wysypia się, pije dużo wody, głęboko oddycha, dużo się śmieje… i każdego dnia znajduje chociaż kwadrans na małe przyjemności tylko dla siebie.

Masz jakieś sprawdzone patenty na zrobienie naturalnych kosmetyków w domu?

Pewnie! Zdradzę Wam moje dwa ulubione:

Szybka pasta do zębów (przydatna także wtedy, gdy używasz kupnej , ale zapomnisz kupić ). Rozpuść 3 łyżki oleju kokosowego tłoczonego na zimno w kąpieli wodnej. Dodaj 3 łyżeczki sody oczyszczonej i kilka kropel olejku eterycznego miętowego. Wymieszaj i przelej do słoiczka. I gotowe.

Najprostsza maseczka do włosów: 2 łyżki oleju kokosowego tłoczonego na zimno rozpuść w kąpieli wodnej i dodaj do niego 4 krople olejku rozmarynowego, który pobudza porost włosów i je wzmacnia. Następnie nałóż całość na włosy, wykonując przy tym masaż skóry głowy, potrzymaj 30-60 minut i zmyj dwukrotnie szamponem, aby usunąć olej z włosów. Zobaczysz, jak przyjemne Twoje włosy będą w użyciu.

Podzielisz się z nami przepisem na smoothie? Na nadchodzące lato będzie jak znalazł :)

Podam Wam przepis, który uwielbiają moje dzieci latem. Jest to koktajl pełen antyoksydantów, bardzo smaczny i prosty w zrobieniu. No i zawiera porcję zieleniny na czym mi jako mamie bardzo zależy. Na szczęście dla mnie- koktajl jest mocno fioletowy, po kolorze zielonym nie ma ani śladu.

Opublikowano:

Kinga Dybek

Kinga Dybek – graficzka, która projektuje dla sportu

Graficzka mieszkająca w Krakowie. Mówi o sobie: „Projektuję dla sportu”. Rozkręca właśnie swoją markę Galloop, z którą podbije świat projektując grafiki na rowery, deskorolki i deski snowboardowe. Uzależniona od ruchu. Kocha projektowanie. Nieustannie uczy się czegoś nowego. Uważna obserwatorka otaczającego ją świata. Mama półtorarocznej Heleny.

Kinga zaprojektowała nasze logo. Współpraca z nią to była czysta przyjemność. Kinga słucha I podpowiada. Proponuje nieszablonowe rozwiązania. Jesteśmy bardzo zadowolone z projektu i jest nam bardzo miło, że uwielbia chodzić w naszych kimonach.

Kinga, bardzo nam się podoba hasło „projektuję dla sportu”. Opowiedz nam historię pomysłu projektowania grafik rowerowych, deskorolek i desek snowboardowych.

Projektowanie graficzne kocham nad życie! Ruch to mój żywioł. Z ogromną przyjemnością wsiadam na rower i śmigam na desce snowboardowej. Pomysł projektowania dla sportu narodził się kilka lat temu. Był tak nierealny, że nie potraktowałam go poważnie. Dopiero kilka miesięcy temu podjęłam wyzwanie i odważyłam się pomyśleć o stworzeniu własnej marki sportowej. Zmotywowały mnie narodziny mojej córki. Kiedy urodziła się Helena na rok zrezygnowałam z pracy zawodowej. Rower i snowboard wymieniłam na dziecięcy wózek. Zwolniłam tempo na spacerowe. Okoliczny park szybko mi się znudził. Wtedy uświadomiłam sobie, że nie potrafię żyć bez ruchu. Dlatego spakowałam plecak i ruszyłam z córką w Bieszczady. Pamiętam, to był piękny, bieszczadzki dzień. Moja dziesięciomiesięczna córka spała w chuście na moich plecach. A ja wędrowałam po leśnej ścieżce porośniętej bujnymi krzakami jeżyn. Las pachniał obłędnie, ptaki śpiewały. Nagle! Stanęłam jak wryta! Olśniło mnie! O rany, pomyślałam, mam hopla na punkcie sportu i tak się składa, że jestem też świetną graficzką. To takie proste! Połączę moją ukochaną pracę z pasją. Będę projektować dla sportu! Tak zaczyna się historia marki Galloop.

Jaki wygląda proces projektowy? Czy to jest pełen spontan czy żmudna praca? Jak się wpada na nietuzinkowe pomysły? To musi być trudne, bo mówi się, że wszystko już było.

Praca nad nowym projektem to dla mnie wielka frajda. Czasami jest spokojna jak jazda słoneczną aleją na wygodnym, miejskim rowerze. Czasami dynamiczna jak szybki zjazd ze stoku na desce snowboardowej. Grafika sportowa to specyficzna dziedzina projektowania. Jest jak ubranie. Dobrze skrojona podkreśla zalety ramy rowerowej, deskorolki i deski snowboardowej. Źle zaprojektowana psuje sylwetkę. Dlatego każdy mój projekt jest starannie przemyślany. Skrojony i uszyty na miarę. Lubię być spontaniczna w fazie inspiracji i pomysłów. Uważnie studiuję kształt ramy lub deski. Zastanawiam się nad koncepcją. Siadam do biurka i szkicuję. Najlepsze projekty starannie opracowuję w programach graficznych. Tak powstaje finalna grafika. Fascynuje mnie moja praca. To ja nadaję wygląd, podkreślam charakter i projektuję osobowość. Inspirację czerpię z otoczenia. Nałogowo obserwuję wszystko co mnie otacza. Przetwarzam w głowie. Wymyślam formy, rysuję kształty, dobieram kolory. Jestem otwarta na nowe pomysły. Mam nosa do trendów. Lubię eksperymentować. Dlatego każdy projekt traktuję jako wyzwanie.

Jak każda matka jesteś pewnie zabiegana. Jakie masz sposoby na dbanie o siebie?

Najlepszy sposób jaki znam to ćwiczenie tai chi. Mawiają, że to medytacja w ruchu. Regularny trening sprawia, że przyjaźnię się z własnym ciałem i umysłem. Dobra forma fizyczna sprawia, że czuję się świetnie. Odpręża mnie ruch dlatego codziennie jeżdzę na rowerze. Rano do pracy, po południu po córkę i razem, na rowerze wracamy do domu. Zimą śmigam na snowboardzie. Jeżdzę razem z Helą. Ja na desce, ona na sankach z tatą. Dwa lata temu zakochałam się w longboardzie. Mieszkałam wtedy w Barcelonie. Codziennie obserwowałam szczęściarzy, którzy nadmorskim deptakiem śmigali na czterech kółkach. Zamarzyła mi się taka jazda. Dlatego w najbliższym czasie planuję nauczyć się jeździć na longboardzie. Jestem ambitna. Lubię uczyć się nowych rzeczy i przekraczać własne ograniczenia. Nowa wiedza daje mi poczucie, że dbam o swój rozwój, również zawodowy. Dlatego rok temu zapisałam się do Latającej Szkoły dla Kobiet. To nieszablonowa szkoła biznesu, w której z entuzjazmem i szczerą radością spełniam moje marzenie – rozwijam własną markę graficzną. Realizowanie marzeń to świetny sposób na dbanie o siebie.

Masz inne zainteresowania oprócz sportu? Jak lubisz spędzać wolny czas?

Każdą wolną chwilę spędzam w plenerze. Kontakt z przyrodą relaksuje mnie i odpręża. Siedzę na łące zanurzona w falującej trawie, słucham szumu wartkiej, górskiej rzeki, zanurzam stopy w rozgrzanym piasku i patrzę na spokojne, niebieskie morze. Czuję wtedy, że jestem częścią natury. Wolną i swobodną. W takich chwilach biorę do ręki szkicownik. Rysuję, żeby zapamiętać piękne momenty. Kocham piękne krajobrazy. Intensywne zestawienia kolorów. Nowe miejsca, które poszerzają horyzonty. Nieznane zapachy i smaki. Dlatego lubię podróżować. Czuję wtedy jakbym wyskoczyła z szuflady z napisem ‘Europa/Polska/Kraków’. Odkrywam świat, zbieram inspiracje i nabieram dystansu do swojego życia. Z podróży przywożę piękne książki. Lubię je czytać i oglądać. Piękna oprawa graficzna, przemyślany projekt i zaskakująca treść pociągają mnie i sprawiają, że książka staje się małym dziełem sztuki. I moją najcenniejszą pamiątką z podróży.

Jak wybrać rower miejski, w którym się zakochasz?

Rower to styl życia. Tak jak jego właścicielka ma własny charakter. Odpowiednio dobrany podkreśli wyjątkową osobowość. Dlatego przed zakupem miejskiego roweru warto zadać sobie trzy ważne pytania. Pierwsze – zastanów się jaki jest twój typ. Wolisz smukłego, delikatnego holendra czy rosłego, amerykańskiego cruisera? Tradycyjny styl vintage czy nowoczesny design? Drugie – jaka jesteś. Śmigasz szybko jak błyskawica czy żyjesz się w tempie slow? Lubisz ostre kolory które wyróżnią z tłumu, czy stonowane barwy, nierzucające się w oczy? Trzecie – gdzie jeździsz? Do pracy i na zakupy czy za miasto i do parku? Z tą listą możesz zacząć poszukiwania odpowiedniego roweru. Niezależnie od odpowiedzi pamiętaj, że rower to nie tylko środek transportu. To przedłużenie osobistego, niepowtarzalnego i jedynego w swoim rodzaju, twojego stylu.

Dziękujemy serdecznie za poświęcony czas i życzymy Ci interesujących zleceń!